Turysta jadący w serce Bieszczad widzi Lesko, wyjeżdżając z Zagórza. Najpierw pojazd wspina się wytrwale po zboczu, by wreszcie stoczyć się na dół. I oto przez mgnienie oka ukazuje się majestatyczny widok: góra Czuhlnia i góra Baszta, na której zboczach dumnie wznosi się Lesko. Widok ten Maria Brodacka uwieczniła tak:
Urzeczony tym widokiem nasz turysta postanowi zwiedzić Lesko. Na koniec pełnego atrakcji, wyczerpującego dnia, mieszkańcy miasta poradzą mu, by udał się jeszcze na punkt widokowy na Baszcie. Będzie to zapewne słoneczne wakacyjne popołudnie. Jeśli wejdzie na punkt widokowy późnym latem, drzewa trześniowe będą już bogato obsypane słodko-gorzkimi czereśniami, potem poczuje łagodny wietrzyk, a wreszcie, w świetle zachodzącego słońca ujrzy wspaniały widok na dolinę Sanu. Tam właśnie – i w innych miejscach Baszty – Maria Brodacka malowała swe pejzaże. Baszta była wtedy mniej porośnięta lasem, widok był daleko bardziej rozległy. Poniżej przedstawiamy jednak głównie widok na południe i zachód Doliny Sanu, widok na górę Gruszkę z wszystkimi jej przyległościami i wieś Huzele:
Nasz turysta zachęcony widokami postanowi nazajutrz nieco pospacerować po okolicy. I nie zawiedzie się! Wszędzie znajdzie krainę łagodności i majestat górskiej przestrzeni.
Gdy zapuści się głębiej w las, spotka też czasem niedźwiedzia, jak głoszą ostrzegawcze tabliczki na niektórych drogach leśnych, szczególnie w okolicach Kamienia Leskiego… A co ucieszy go najbardziej, jako miłośnika przyrody, to wielka różnorodność roślin zielnych, drzew, wchłanianych oczami mimochodem, podczas zbiegania po skarpach czy bardziej mozolnym wchodzeniu pod górę.
Wędrując wiele razy po okolicach Leska nigdy tych wędrówek nie żałowałem. Malarstwo Marii Brodackiej każdego turystę zachęci do częstych wędrówek w okolicach Leska!
JB



































